czwartek, 1 października 2015

Księga cmentarna - wersja rozszerzona

Wspominałam zdaje się, że mieszkanie w jednej z największych stolic Londynu zobowiązuje? Dlatego właśnie zaczynam na blogu nowy cykl. Będzie się nazywał Londyn nieoczywisty. O czym będzie to chyba jasne - o Londynie. Ale nie tym z przewodników, że to trzeba iść do Madame Tussauds, przejechać się London Eye, zobaczyć Buckingam Palace, Hyde Park i Big Bena. Będą miejsca zupełnie inne. A jeśli takie, które uwzględnione są w przewodnikach, to pokazane z zupełnie innej strony.

Mamy na świeżo, bo dwa dni temu przyleciała da nas moja Dona i jej mąż, Piotrek. A my, jak to dobrzy gospodarze, zabraliśmy ich na zwiedzanie... Czego? Cmentarza!

Pierwszy raz byliśmy tam niedługo po przyjeździe do Anglii. Odkryłam go przypadkiem, pokazałam mężowi. Tak nam się spodobał, że zabraliśmy tam Donę, kiedy przyjechała do nas pięć lat temu. Ze zdjeć tam zrobionych powstał nawet album, który możecie zobaczyć tu. A sam cmentarz... Jest cudowny. Strasznie stary, większość grobów jest już pozapadana i pozarastana bluszczem. Do tego jesienne słońce i robi sie wyjątkowy klimat. Tai w sam raz dla gothów :) I chociaż my gothami nie jesteśmy to też doceniamy i jeździmy zdjęcia robić.

Pięć lat temu było tak;


A w tym roku...


Trochę się zmieniło, niektórym fryzury, innym sposób korekcji wady wzroku, jeszcze innym stan cywilny. Ale macie więcej zdjęć, żebyście docenili piękno - nie tyle nasze co tego miejsca;

















Jakbyście chcieli tam pojechać to cmentarz nazywa się Abney Park Cemetery i ma swoją stronę interenetową, którą możecie zobaczyć tu. Tam też znajdziecie wskazówki jak tam trafić, co szczerze polecam, bo to miejsce jest stanowczo wyjątkowe!

I jeszcze trochę z innej beczki, ale też o cmentarzu. Ponieważ obiekty się tam znajdujące są bardzo fotogeniczne, szczególnie w ciepłym jesiennym słońcu, to powstały wczoraj trzy zdjęcia do jesiennego wyzwania Rudej:

6. Zakamarki



8. Bez pośpiechu (że niby na cmentarzu już nikomu się nie śpieszy, haha...)



24. Moment



Jak wam się podoba? Dajcie znać!


sobota, 26 września 2015

Wymagania

Lusia jest dzieckiem wymagającym.



Czasem wymaga w sposób inteligentny, że to wcale nie jej zależy:

Lusia: Alicia ciała dajkę.
Mil: Tak? A jaką Alicja chciała bajkę?
Lusia: O siebie!

A czasem nie owija w bawełnę. Na przykład przy usypianiu trzeba Lusi śpiewać piosenki - określone, określoną ilość razy, w określonej kolejności. Nie daj Boże, żeby się pomylić!

Lusia: O lali cie.
Mil: Mam lalę, śliczną lalę, w różowej sukience...
Lusia: Ja nie mam w lóziowej. Mam w nebeśkiej. Ty maś lóziowej?
Mil: Mam lalę, śliczną lalę, w niebieskiej sukience, jak mi będzie płakać wezmę ją na ręce. Utulę, upieszczę, małą mą córeczkę...
Lusia: Mnieeeeeee?
Mil: Tak, ciebie. A potem w wózeczku pohusiam chwileczkę. Luli, luli...
Lusia: Luli, luli?
Mil: Husi, husi...
Lusia: Husi, husi?
Mil: Tak, husi, husi. Zaśnij moja mała...
Lusia: Ja husiam mamo!

Lusia wymaga też głaskania. Albo po plecach, koniecznie całą dłonią, pod bluzeczką, albo...
Lusia (pokazuje na czoło) : Tu mnie daśtaj! W tułto!
Mil: Mam cię głaskać w czółko?
Lusia: Nie! Tutaj! W tułto!
Mil: Aaaaa, w kółko...

Nie no, Lusia dostarcza stanowczo innych wrażeń przy usypianiu niż jej starszy brat, który chciał tylko, żeby go przytulać i nie pozwalał śpiewać...


czwartek, 24 września 2015

Niekończąca się historia...

Postanowiłam wziąć udział w wyzwaniu WYKOŃCZ SWÓJ DOM Z HOUSE LOVES. Ściągnęłam planery (genialnie ułożone!), wypełniłam i... Zaniemogłam. Ale mimo wszystko; mimo, Że tydzień już (ponad) minął, a w przyszłym tygodniu to goście, a nie remonty, mimo to wyzwania nie porzucam.

Na pierwszy ogień poszedł przedpokój, bo stosunkowo niewiele trzeba włożyć w niego pieniędzy - musimy tylko półkę kupić. Przedpokój zaczęliśmy reorganizować latem - zlikwidowaliśmy ogromną szafę, która zajmowała dużo miejsca, a była mało pojemna, zbudowaliśmy garderobę na podeście piętro wyżej (o tym będzie innym razem, ale jestem z nas niesamowicie dumna!), razem z moją Musią przerobiłyśmy stolik kawowy z salonu na skrzynię na pościel i siedzisko do przedpokoju, a mój mąż zbudował blat, pod którym schowała się brzydka szafka na buty i kuweta. Niby jest dobrze, ale...

Na dziś wygląda to tak:

Wejście i mroczny kąt skrywający buty aktualnie używane, okrycia wierzchnie i - ku mojej rozpaczy - rower mojego męża. Ku rozpaczy, bo zajmuje dużo miejsca na schodach i utrudnia mi wychodzenie z domu razem z dziećmi. Ale nie bardzo mam pomysł gdzie moglibyśmy go przestawić...

Kąt koszmarno-poukładany...

Część poukładana - obita wewnątrz materiałem skrzynia na pościel, zamieniona przy pomocy ładnie ubranego starego materacyka z łóżeczka i dwóch poduszek w wygodne siedzisko. Koszyk piknikowy latem służy nam zgodnie z przeznaczeniem, jesienią stał się miejscem, w które chowam znalezione na dole zabawki dzieci, które przy najbliższej okazji trzeba zanieść do ich pokoju na górze.

A tu część koszmarna - rowerek mojego synka, kij, który ma zawisnąć na ścianie i drzwi od szafy, które magicznym sposobem mają zmienić się w parawan plus masa różnych rzeczy mojego męża... I suszarka, na którą chwilowo nie mamy miejsca - wcześniej stała za szafą.

A tu jeden z dziwnych kawałków mojego przedpokoju - przedkuchennik. Wystrój ma już kuchenny (jabłko-menu na ścianie). Ma tu być mały, składany stolik (leży na podłodze), a krzesło ma być wieszane na ścianie, ale jakoś nie mamy nabożeństwa żeby to zrobić... Miotły i deska do prasowania też potrzebuje kawałka miejsca, mam nadzieję, że dogadają się z suszarką na pranie...

Galeria ścienna, która niby jest w porządku, ale jak się ktoś przyjrzy to zobaczy, ze mamy... KWIECIEŃ na kalendarzu.

A tu w galerii mam dziurę, bo mi się wena skończyła.

No i kocio-toaletka zrobiona w drugim dziwnym miejscu czyli przedłazienniku. Pod blatem ma być zasłonka, żeby ani kuwety, ani tej ohydnej, ale jakże pojemnej szafki nie było widać. I lustro trzeba powiesić.

Co mamy do zrobienia?

  • powiesić zasłonkę pod toaletką,
  • powiesić lustro nad toaletką,
  • powiesić lustro duże na ścianie (już kupione),
  • powiesić stolik,
  • powiesić haki na krzesło,
  • zrobić parawan,
  • posprzątać koszmarny kąt,
  • powiesić półkę (jeszcze nie kupioną, na tej pustej ścianie nad skrzynią)
  • uaktualnić i uzupełnić galerię,
  • powiesić kij.
To na pewno. Poza tym myślę o jakiejś lepszej organizacji w mrocznym kącie przy drzwiach. I jeszcze potrzebna mi półeczka nad toaletką, bo mi się skrzyneczki nie mieszczą. 

W zasadzie nie jest tego dużo... Ale zabrać się za to, uch. Jakoś nam nie wychodzi. Trzeba się jednak spiąć, bo już nie mogę na ten przedpokój patrzeć. Szczególnie na koszmarny kącik :)

Damy radę!

środa, 23 września 2015

Wszystko zaczyna się jesienią...

Jesień jest piękna. Kocham jesień. I naprawdę wszystko zaczyna się jesienią!

Jesienią zaczęło się moje życie, bo urodziłam się w październiku.
Jesienią zaczyna się szkoła, a wraz z nią zaczęły się przyjaźnie, które trwają.
Jesienią po raz pierwszy wyprowadziłam się z domu - jak wyjechałam na studia.
Jesienią zaczął się najważniejszy w moim życiu związek - ten z moim mężem. I choć ślub wzięliśmy w kwietniu, 17 października to nasza pierwsza, ważniejsza dla mnie rocznica.
Jesienią zaczęłam pisać bloga (nie tego, poprzedniego, ale ciągłość jest)
Jesienią wyjechałam z Polski i zaczęłam nowe życie na emigracji.
Jesienią dowiedziałam się, że zostanę mamą po raz pierwszy.

Na bloga też wracam jesienią. I mam dla Was piosenkę, moją ulubioną, jesienną:


Nawet mam dla Was całą jesienną playlistę, możecie ja znaleźć TU. Piosenki są nie tylko o jesieni, ale jakos mi się tak jesiennie kojarzą.

I mam dla Was mój nowy, zaczęty właśnie dziś, pierwszego dnia jesieni, instagramowy projekt:


A co będzie na blogu? Coś się pewnie zmieni. Na pewno będzie więcej o wnętrzach, bo to ostatnio mój główny nurt zainteresowań ;) Ale będzie też to co już znacie: moje codzienne życie, trochę moich dzieci i moich przemyśleń, czasem jakaś moja radosna twórczość. Zniknie mój projekt Blogiem dookoła świata, bo już pół zawaliłam, a moje dzieci są jeszcze ciut za małe na niego. Być może wrócę do niego w przyszłym roku. Za to będzie mój nieoczywisty przewodnik po Londynie, bo stwierdziłam, że mieszkanie w jednej z największych stolic Europy i jednej z największych atrakcji turystycznych zobowiązuje. I co jeszcze? Się zobaczy. Mam nadzieję, że będzie ciekawie i będziecie chcieli znów mnie czytać.

Do napisania!

poniedziałek, 13 lipca 2015

Remont

Moje życie ostatnio intensywnie się zmienia, nabiera tempa i nowych kolorów...

Moje drugie dziecko poszło do przedszkola, ja zaczęłam szkołę, odkryłam kim chcę zostać jak dorosnę i podjęłam kroki w tym kierunku. Ostatnie kilka lat byłam pełnoetatową matką, teraz zaczynam wychodzić trochę z tego schematu. To w życiu.

A na blogu jakoś tak odwrotnie - dzieci mi go zdominowały. Dlatego potrzebuję remontu.

Muszę się zastanowić o czym tak naprawdę chcę pisać, przemyśleć to i poukładać. Podziwiam ludzi takich jak Jagodzianka, którzy mają na blogu porządek i piszą o konkretnych rzeczach w konkretnych dniach... Też bym tak chciała... Ale u mnie panuje chaos, szczególnie widać to w postach z ostatniego pół roku. A do tego mam dziwne wrażenie, że to miejsce jest jakieś nie moje.

Więc robię remont. Nie jestem z tych co kasują bloga i zakładają nowego, coś takiego zrobiłam tylko raz w życiu, a bloga piszę już, łoho, prawie dziewięć lat. Blog nie zniknie - piszę po to, żeby pamiętać i chcę żeby była w tym ciągłość. Ale na jakiś czas go zawieszam.

Nie będzie nowych notek, ale ja będę :) Będę do Was zaglądać i sprzątać u siebie. Wrócę do gry zapewne jesienią. Do tego czasu postaram się zrobić tu porządek. Tymczasem się żegnamy: ja i moje nowe dready:



Do zobaczenia niedługo!


niedziela, 5 lipca 2015

Dzidziusiowo

Lula tuli lalę.
 Lusia: To mój dzidziuś.
Mil: A jak się nazywa twój dzidziuś?
Lusia: Alon.
Mil: Ale popatrz, to jest dziewczynka, ma sukienkę i kokardkę. Dziewczynka nie może się nazywać Aaron. Dziewczynka może się nazywać Ola albo Zosia, Tosia...
Wojtek: Albo Halima...
Mil: No, albo Halima. Albo Hania...
Wojtek: Albo Duffy...
Mil: To jak się nazywa twój dzidziuś?
Lusia: Alon.

sobota, 4 lipca 2015

Odmowa dostępu

Nie chce mi się.



Moje dzieci po raz pierwszy od tygodnia zasnęły o normalnej porze, we własnych łóżkach. Nie tak jak dotychczas, umęczone gorącem, przed północą, każde w innym kącie naszego lotniskowca. Stał się cud, tylko taki świecki - o 21.15 mogłam spokojnie i w ciszy wypić herbatę. Nie było Dinopociągu, Hakuny Mataty, Dzwoneczka ani Piłkarzyków. Przez cztery godziny czytałam blogi wnętrzarskie i przeglądałam pinteresta. Czad.

Nie chce mi się. Nie chce mi się nic. Jest mi za ciepło, 

Mam na aparacie milion zdjęć do notek na bloga, ale nie tylko nie chce mi się ich obrobić i tych notek napisać - nawet mi się nie chce zrzucić ich na komputer. Nawet zdjęcie w tej notce jest od Rudej, bo nie chciał mi się szukać własnego.

Nie chce mi się. Kompletnie nic mi się nie chce. 

Miałam wczoraj egzamin, a w poniedziałek idę ostatni raz do szkoły. I mi smutno. Bo ja lubię chodzić do szkoły.

Nie chce mi się. Nic mi się nie chce.

Nieprawda. Chce mi się dreadów. Chce mi się czytać. Chce mi się czegoś spektakularnego. Chce mi się pisać. Chce mi się myśleć. 

Wiec myślę. Myślę, że przestaję się mieścić w skrapowni, bo zbyt wielu rzeczy się nauczyłam. Bo nie mogę się zdecydować, więc mam i papiery, i maszynę do szycia, i filc, i czesankę, i farby, i lalki. A półek coraz mniej... Myślę, jak to poustawiać, żeby się zmieściło, żeby upchnąć gdzieś jeszcze jakąś półkę albo jeszcze lepiej regał.

Więc piszę i mam nadzieję, że będzie z tego coś spektakularnego. Że zrobię rewolucję. Że coś się zmieni.

Więc czytam. Dawno nie miałam takiego urodzaju, odpalam książkę od książki.

Więc kupię sobie dready. Tym razem na tymczasem, żeby i wilk się najadł, i owca przeżyła.

Burza zmyła upał. Jeszcze ja słychać. Jeszcze świeci. Środek nocy, a tu coś takiego. Cudowne, najpiękniejsze zjawisko. Katharsis dla przyrody.


Chyba zrobię sobie wakacje. I będę tylko czytać, pisać i myśleć. Przez jakiś czas nie będę się przejmować.