sobota, 6 lutego 2016

Usypianie w trzech aktach II

Akt I
Wojtek kumka.
Mil: Wojtek przestań.
Wojtek: Ale jestem żabą.
Mil: Jak jesteś żabą to zaraz pójdziesz spać do stawu.
Wojtek: Ale tu nie ma stawu.
Mil: To do kałuży.
Wojtek: Jasne! Może mnie wyrzuć na ulicę, żeby mnie auto przejechało!

Akt II
Wieczorem dzieci oglądały Minionki.
Wojtek: teraz chcę o Gru!
Mil: teraz to idziemy spać, o Gru będzie jutro.
Wojtek: Ja chcę o Gru... Dek! Taki z warzywami!
Mil: Wojtek, ale ja nie umiem uprawiać warzyw...
Wojtek: To pójdziemy na farmę i rolnik nam powie. Ja będę wsadzać nasiona, a Lusia będzie podlewać...

Akt III
Wojtek bawi się nową żabą...
Mil: Czy ta żaba mogła by już przestać kumkać? Połóż ją już spać, jest noc!
Wojtek: Mamusiu, nie wiesz, że żaby to zwierzęta nocne?

niedziela, 17 stycznia 2016

Usypianie w trzech aktach

Akt I

Lusia się modli: Panie Bogu, dziękuję za naszą rodzinę (tu wymienianie), wszyscy naraz! Amen! Aloha!

Akt II

Lusia gada zamiast spać.
Mil: Lusia, ja idę spać, zasnę pierwsza.
Lusia: Nie! Ja będę pierwsza!
Chwila ciszy...
Lusia (mamrocząc przez prawie zamknięte usta): Ja już śpije... Byłam pierwsza.

Akt III

Lusia chyba zasnęła. Próbuję się podnieść...
Lusia: Gdzie idziesz?
Mil: Nigdzie, nigdzie, śpij córeczko.
Lusia: Ale tak robiłaś!
Mil: Poprawiałam się tylko, śpij, śpij.
Lusia: Aha! Poprawiałaś się mamusiu. Możesz się poprawiać!

_________________________

Strasznie mi ciężko wrócić do regularnego blogowania po tej świątecznej przerwie... A tu jutro Blue Monday, czyli najsmutniejszy dzień w roku, to zróbcie se kluski, żebyście się nie smutali:



środa, 23 grudnia 2015

Białe święta

Komu się marzą? Takie jak z obrazka, z sypiącym za oknem śniegiem, najlepiej przy trzaskającym kominku?

Niestety, tyle szczęścia będą mieli tylko tacy co spędzają je w górach. Albo w Skandynawii. A większa część społeczeństwa, szczególnie ci, którzy mieszkają w dużych miastach, śniegu w święta nie zobaczą. Na przykład w takim Londynie zima trwa średnio dwa dni w roku. W tym roku śnieg już był. Raz padał. Ale stopniał zanim dotarł do ziemi. Miała być podobno zima stulecia, a my mamy 15 stopni na plusie...

Ale nic straconego. Czy wasze dzieci domagają się śniegu? To zapraszam na:


Opcje na namiastkę białych świąt wymyśliłam cztery.

1. Narysuj sobie śnieg.
Biała farba zawsze w modzie. A jak byłam dzieckiem to w przedszkolu malowaliśmy obrazki pastą do zębów. Śmiesznie było :) My w tym roku robiliśmy bałwanki przy pomocy stempli z ziemniaków. I choinki, które potem ubieraliśmy w wycięte z papieru bombki i gwiazdki. Obrazki powędrują do dziadków w ramach prezentu gwiazdkowego od dzieci.

2. Papierowy śnieg
Weź rolkę papieru toaletowego i wręcz ją swoim dzieciom. Masz ich z głowy na godzinę, Zapewniam cię, że zabaw w papierowym śniegu nie będzie im dość. Do tego dochodzi jeszcze element czegoś zakazanego, bo przecież normalnie nie wolno drzeć i rozrzucać papieru toaletowego, więc będzie to jeszcze bardziej emocjonujące. A sprzątanie wcale nie jest tak przerażające jak mogłoby się wydawać - śnieg wystarczy zamieść.

3. Śniegowa kąpiel
Musicie zrobić naprawdę dużo, dużo piany w wannie. Ale tak naprawdę dużo. Z takiej piany można potem spokojnie zbudować bałwana! A chcecie żeby śnieg padał z góry? Weźcie takie mieszadło z kuchni, takie jakim robi się ciasto na naleśniki. Nabieramy piany i dmuchamy - pięknie pada!

4. Sztuczne śnieżki


Bo śnieg to też bitwy na śnieżki! My swoje kupiliśmy w Tigerze, kosztowały niewiele. I niezaprzeczalnie są hitem tegorocznej bezśnieżnej zimy. Zrobione są z czegoś tak przypominającego śnieg - tylko ciepły - że razem z Żurem, przed rzuceniem, odruchowa je ugniatamy tak jak ugniata się prawdziwe śnieżki. Jak macie Tigera gdzieś w pobliżu to polecam :)


Tymczasem życzę wam dobrych świąt spędzanych razem z solenizantem. I specjalnie dla Was moja ulubiona kolęda:






poniedziałek, 7 grudnia 2015

Przedsennie i grudniowo

I
Lusia modli się przed snem: Panie Boże, dziękuję, ze umiem śpiewać. Dotowe.

II
Z wyliczenia wypadło, że Wojtka kładzie mama, a Lusię tata. Lusia rozpacza.
Lusia: Maaamaaaaa! Maaaaamaaa! Maaamaaa!
Żuru: Co "mama"?
Lusia: Ona ma na imię Myla!

Grudzień w pełni, cały czas mi zajmuje. Bo to i święta - więc prezenty kompletujemy, a przedwczoraj listy do Mikołaja pisaliśmy (zostawiliśmy na oknie, zabrał je elf listonosz. W zamian zostawił czekoladowe Mikołaje), i adwent - więc codziennie szyję zabawki na naszą gałąź (mamy już Ziemię, jabłko, tęczę, gwiazdy, baranka, drabinę i kolorowy płaszcz, który tyle co skończyłam, a jutro pora na płonący krzew, który nie jest jeszcze uszyty...), i przedstawienie w kościele - więc dzieci ćwiczę i kolędy uczę, i koniec semestru w mojej szkole (w środę mam egzamin...). Zajęta jestem niezmiernie, więc wybaczcie mi brak regularnych wpisów na blogu - staram się jak mogę.

Za to maż kupił mi odkurzacz (hahahaha) i mogę być jak Freddie Mercury!


tylko pamiętajcie, że
Tekst lub teledysk może zawierać wulgaryzmy bądź treści erotyczne i jest przeznaczony tylko dla osób pełnoletnich. Masz ukończone 18 lat?

wtorek, 1 grudnia 2015

U mnie już trochę święta...

Mamy taka rodzinną tradycję (zgapioną od mojej Siostry, powiedzmy sobie szczerze...), że co roku kupujemy po bombce dla każdego członka rodziny. W tym roku, całkiem przypadkiem, odkryliśmy nowy świąteczny sklep (dla ludzi z Londynu i okolic - świąteczny Paperchase, zaraz obok zwykłego, na Victorii) i bombkowe zakupy już za nami. Każdy coś sobie wybrał.

Lusia wybrała filcową świnkę.
Wojtek bombkę wybuchową - przezroczystą, z komiksowym napisem BOOM! w środku. Ta niestety wybuchła w drodze do domu, bo matka myślała, że jest plastikowa (a nie była) i pozwoliła się nią bawić w pociągu... Musimy mu kupić drugą, bo to w sumie nie jego wina - ja pozwoliłam się bawić, a stłukła Lusia.
Żuru kupił sobie bombkę czarną, która już zawisła:




Jest pierwszą ozdobą naszej przedpokojowej gałęzi i doskonale się prezentuje. Przy okazji - w przedpokoju znalazły też miejsce moje cudowne, znaleźne latarnie i bardzo dobrze się tam czują.

Ja natomiast kupiłam sobie bombek... sto.

No cóż, nie ma sprawiedliwości.

Ale nie były w sumie dużo droższe niż kupione przez nas bombki pojedyncze. A biorąc pod uwagę, że są szklane to cenę miały całkiem dobrą. Co jeszcze mogę o nich powiedzieć? Każda ma jakieś 2 cm średnicy i są we wszystkich kolorach tęczy!

Są cudowne. Przypominają mi czasy mojego dzieciństwa, kiedy kupowaliśmy takie maleńkie bombki na sztuki w sklepie papierniczym obok kościoła. Stały one poukładane w pojemnikach na ladzie - maleństwa we wszystkich kolorach jakie tylko można było sobie wymyślić.

Ponieważ nasz salon przeszedł ostatnio ogromną metamorfozę (której jeszcze nie widzieliście, bo jakoś nie mogę zdjęć zrobić - zawsze albo za ciemno, albo mi się nie chce sprzątać...) i teraz wiodącym kolorem jest tam... koło kolorów, to poukładałam bombeczki kolorystycznie, nawlekłam na sznurek i powiesiłam na kominie.




Niżej, na gzymsie kominka znalazło się miejsce dla 24 kolorowych domków - naszego kalendarza adwentowego.



A pomiędzy wisi gałąź - nasze drzewko Jessego. Więcej o nim możecie przeczytać TU.



Całość prezentuje się - według mnie - bardzo zadowalająco.


Życzę Wam dobrego adwentu :)

piątek, 27 listopada 2015

Rozmownie

I
Dzieci się kąpią. Każde ma własne coś do wiosłowania i wiosłują, raz w jedną raz w drugą stronę, odwracają się na komendy Wojtka:

- Aaaa! Krokodyl!
- Aaaa! Niedźwiedź!
- Aaaa! WIEWIÓRKA!

II
Idziemy do szkoły. Daleko mamy.
Wojtek: Zmęczyłem się do szkoły...
Mil: Wojtek, nie można się "zmęczyć do szkoły". Można się "zmęczyć w drodze do szkoły" albo "zmęczyć idąc do szkoły"...
Wojtek: A ja się zmęczyłem do szkoły!

III
Wojtek: Tatusiu, martwię się o wielbłądy... Żuru: Czemu? Wojtek: No, że im serca pozamarzają... Żuru: Boże, Wojtek, co ty wymysliłeś?
Wojtek: Bo na święta będzie śnieg... I im będzie zimno... Żuru: Gdzie im będzie zimno? Wojtek: No na pustyni! (tutaj krótkie wyjaśnienie jak działają pory roku) Wojtek:Ale na święta pada śnieg... (uparł sie, skubany) Żuru: Wojtek... Widziałeś w życiu pustynię? Wojtek: No, tak... Żuru: I jak tam jest? Wojtek: No słonecznie! Żuru: To jak ma tym wielbłądom zimno? Święta nie zależą od pory roku! Tam nie pada śnieg! Wojtek: No, nie pada... Żuru: To się nie martw o wielbłądy! Wojtek: Ok!


piątek, 20 listopada 2015

Muzyczny top 10 filmów animowanych

Uwielbiam bajki. W sensie pełnometrażowe filmy animowane. Disney, Warner Bros, Dreamworks, 20 Century Fox i co tam jeszcze... Nie przywiązuję się do marki. Za to bardzo przywiązuję się do piosenek. A potem słucham ich podczas gotowania - przy niczym innym jedzenie nie wychodzi tak dobre!

Ostatnio było o gotowaniu, a dziś będzie o muzyce. Przed wami moje bardzo subiektywne top 10 bajek, gdzie jedynym kryterium były piosenki. Jeszcze mała uwaga - piosenka podana pod tytułem jest przykładową, niekoniecznie moją ulubioną, bo czasem ciężko mi wybrać jedną. Inne też lubię, ale nie mogę do notki na blogu wsadzić wszystkich. Innych piosenek z bajek, możecie posłuchać na mojej tworzącej się cały czas (stąd kilka błędów) playliście.

Miejsce 10
Rogate Ranczo


Gdzie pałętają się desperados w poszukiwaniu swych el dorado...

Miejsce 9
Mój brat niedźwiedź


Miejsce 8
Zaplątani


Miejsce 6
Księżniczka i Żaba


Miejsce 5
Tarzan


Miejsce 4
Mulan


Miejsce 3
Magiczny miecz


Miejsce 2
Herkules


Miejsce 1
Książe Egiptu


Są też piosenki pochodzące z filmów, w których w zasadzie ich większej ilości brak... Ale o tym innym razem. Mam nadzieję, że miło się słuchało :)