Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filcowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filcowo. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 lutego 2013

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne - luty: dzień drugi

Dziękuję za wszystkie miłe słowa pod moją ostatnią notką... Trochę nie wiem co powiedzieć... (tu miejsce na się zarumienienie).

A teraz...

Temat na dziś: Zabawa

Wbrew temu co napisała moja Siostra, prócz filcowania na sucho kotka, udało nam się też pofilcować na mokro - ja do nadal filcowałam maki. A oto jak się bawiłam:


A potem mi Paulinka robiła zdjęcia.

Sesja wielorybia, czyli jak wielki namiot należałoby na mnie ufilcować:






Bawiłyśmy się świetnie, szczególnie jak mi się kazała położyć płasko i mało się nie udusiłam. Ale żyję, do nadal.

poniedziałek, 4 lutego 2013

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne - luty: dzień pierwszy

I znów wyzwanie :)

Tematy na ten tydzień:


Czyli na dziś: Coś nowego

Ja ostatnio poczyniłam nowe odkrycie - odkryłam filcowanie na mokro. I chyba stanie się ono moją nową pasją. Jest tysiąc razy fajniejsze niż na sucho i daje bardziej wymierne efekty (wymierne do czasu włożonego w działanie). Do filcowania na sucho cierpliwości mi brak i zręczności - chociaż też jest fajne to starcza mi talentu na kulki jedynie :)

Za to na mokro! Na razie wytworzyłam eksperyment z surrealistycznymi słonecznikami w roli głównej, który został bieżnikiem na stół dla Musi:


Jak będę miała większy kawałek folii to zrobię dla niej szal!

I maki, które pierwotnie miały zostać naszyte na zielony dywan, żebym wreszcie miała własną łąkę pełną maków, ale stwierdziłam, że są za ładne, żeby kłaść je na podłodze:


Wielkie są. Jak talerz. Na razie zrobiłam dwa, przewidziane jest więcej - na ile mi jeszcze starczy czesanki. I wymyśliłam, że przyszyje je do zielonych poduszek, żeby miały trawkę :) A - kulki w środku zrobiłam na sucho, żeby nie było, że całkiem igły porzuciłam.

środa, 19 grudnia 2012

Miło

Magdalenka przyjechała, byłyśmy dziś na zakupach i sobie nawet kupiłam nowe buty. Na obcasach! Chyba dorosłam. A teraz ponieważ czekam na zwolnienie łazienki to wam pokażę moje ostatnie twory potwory.

Najpierw Rarity, dla Nika. Jak ktoś nie kojarzy, to to jest kolejna bohaterka bajki niekoniecznie dla dziewczynek (Glan ogląda!) pod wiele mówiącym tytułem My Little Pony.



Rarity poszła mi dużo szybciej - i lepiej moim zdaniem - niż pierwszy konik. W związku z tym Rainbow Dash zostawiam sobie na koniec - bo najtrudniejsza. A przy szóstym koniku dojdę już do perfekcji.

Mojemu dziecku natomiast, wielkiemu wielbicielowi Peppy, w udziale dostała się świnka:


Wprawdzie Peppa to nie jest, ale młodzież zadowolona. Chrumka na nią tak samo profesjonalnie jak wtedy, kiedy chce, żeby mu puścić bajkę.

A na najbliższe szycie mam zaplanowaną filcową choinkę - bo w tym roku na normalną miejsca brak. Ale już niedługo! Tak wierzę i tak wyznaję.

czwartek, 6 grudnia 2012

Mikołajki

Nie wiem czy Wam się obiło o uszy, ale dziś są Mikołajki :)

Zamierzone były prezenty dla dzieci bardziej rozbudowane, ale nie zdążyłam. A jeszcze gorzej, że moje własne dziecko nawet części prezentu mikołajkowego nie dostało. Na szczęście nie zna się jeszcze na kalendarzu... Nadrobię. A tymczasem prezentuję pierwszą cześć prezentu dla Relusi:



Gitarra filcowa numer jeden. W założeniu Fender Stratocaster, chociaż płyta na wierzchu robiona jak-mi-pasowało. Struny mają kiepski naciąg, ale weź człowieku naciągnij na miękkiej gitarze nitkowe struny. Może jeszcze nastrój? No nie da się. W założeniu mamy jeszcze 4 gitarry dla Aurelki.

I cześć pierwsza prezentu dla Mikołajka:






Bo Niko kocha My Little Pony... Na pierwszy ogień poszła Twilinght Sparkle, bo była najprostrza... W planach mamy jeszcze 5 innych.

No. To teraz spadam szyć dalej, bo jeszcze trochę roboty mam!

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Motyle

Skrapować nie mogę, bo nie mam gdzie (ah, uroki mieszkanie na kartonach...), więc wzięłam się za filcowanie. A ostatnio doszło jeszcze szycie. I tak - uszyłam pierwszą w życiu grilandę. Tak, to jest GRILanda, nie GIRLanda! Bo zawsze się mylę, jak o nich mówię... Więc zostaje grilanda, przynajmniej nikt takich nie robi, jestem oryginalna!


Moja pierwsza grilanda (ani troszkę nie grillowana :P) powstała z połączenia filcu w arkuszach, kulek filcowanych na sucho i nici oczywiście. I nawet mi się szybko robiła! Została podarowana jednej suodkiej Basi (7 miesięcy), która w sumie nie była nią zainteresowana, za to jej mamie bardzo się podobała (chyba - liczę na to, że nie udawała :D)




Grilanda podobno zawiśnie na łóżeczku Basi. Mam tylko nadzieję, że łóżeczko nie stoi w piwnicy :P