Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skrapowanie różnorakie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skrapowanie różnorakie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 października 2015

Na Święto Edukacji Narodowej jak znalazł!

Tak się składa, że jak się u nas rok szkolny kończył - i mój syn kończył przedszkole - to blog już wisiał. Znaczy był zawieszony. A tak się składa, że na zakończenie przedszkola trzeba było zrobić coś w ramach podziękowań dla pań z przedszkola. Nazbierało się ich dużo, bo prócz pań wychowawczyń z dwóch grup (Wojtek zmieniał grupę w ciągu roku) trzeba było jeszcze uhonorować panią dostarczającą jedzenie i dwie dyrektorki... Razem wyszło siedem prezentów.


Ja mam jakoś z kartkami nie po drodze, więc w ramach prezentów pożegnalnych ubierałam w nowe ubranka Toffifee. Znacie ten patent? Jak nie znacie to wam sprzedam, akurat na Dzień Nauczyciela. Zdejmuje się ubranko, folia zostaje na tym pudełku właściwym. Potem ubranko się rozkleja, odrysowuje na kolorowym papierze, robi zgięcia w odpowiednich miejscach, skleja i ozdabia i jest pięknie:








Tęczowo prawie mi wyszło, potem Wojtek wybierał jakie dla której pani. I trzymał się tego przy rozdawaniu!


Polecam, bo to szybkie i efektowne, sprawdza się nawet na ostatnią chwilę. No chyba, że Wam ktoś wszystkie Toffifee ze sklepu wykupi....

piątek, 23 stycznia 2015

Akcja: Organizacja! I trudny moment w jednym

U Uli tematem na dziś jest trudny moment. Ja aż taką ekshibicjonistką nie jestem, żeby o swoich trudnych momentach pisać na blogu, do którego wgląd ma znaczna część moich znajomych, ale postanowiłam wykorzystać trochę ten temat, żeby napisać kolejną notkę z cyklu Akcja: Organizacja!

Bo organizacja ma czasem trudne momenty. I niewątpliwie do takich trudnych momentów należy zapanowanie nad finansami, kiedy na przykład w czasie ostatnich dwóch lat przeprowadzaliście się trzy razy i dorobiliście się nowego całkiem dziecka... Może być - i czasem bywa - ciężko to ogarnąć.

Moja Musia ma system. W dzień wypłatowy, po zapłaceniu bieżących rachunków, wyciąga z konta kwotę przeznaczoną na jedzenie na dany miesiąc, a następnie dzieli to na poszczególne dni i odliczoną kwotę wkłada do ponumerowanych kopert. Dzięki temu potrafi zapanować nad finansami w każdej sytuacji, nawet w najtrudniejszym momencie.

Ja długo nie mogłam zebrać się za to. Ale przy moim ostatnim pędzie do zorganizowania sobie życia postanowiłam jednak wypróbować taki system. Tylko podrasowałam go do własnych potrzeb.

Oto mój domowy bank:


Ponieważ wolę tryb tygodniowy niż miesięczny, a kasa przychodzi do nas nie co miesiąc, a co cztery tygodnie, podzieliłam moje pudełko na pięć części:

  • Bieżący tydzień - podzielony na kolejne dni,
  • Jedzenie - podzielone na tydzień drugi, trzeci i czwarty (pierwszy w dniu rozkładania pieniędzy to ten bieżący)
  • Bilet tygodniowy mojego męża - też z podziałem na trzy kolejne tygodnie,
  • Pieniądze na bilety na niedzielę - tak samo, trzy niedziele,
  • i przedszkole.
Zrobiłam sobie praktyczne przedgródki i koperty:



Co dalej? Wystarczy w dzień wypłatowy wyjmować odpowiednią ilość pieniędzy z konta i rozkładać według potrzeb. Ja na przykład od poniedziałku do soboty mam stałą kwotę przeznaczoną na bieżące zakupy, do poniedziałku dokładam też pieniądze na bilet mojego męża, a do niedzieli - pieniądze na niedzielne bilety. Do sklepu chodzę codziennie i mniej więcej wiem ile wydaję - jeśli zaś kwota okaże się za duża, nadwyżkowe monety trafiają do funduszu przyjemnościowego :)

Oczywiście podział pudełka jest dostosowany do moich potrzeb. Inaczej zapewne rozplanuje pieniądze na jedzenie ktoś, kto raz w tygodniu robi duże zakupy, a w kolejne dni dokupuje tylko chleb lub świeże warzywa. Robiąc coś takiego trzeba najpierw usiąść z kartką i długopisem i poważnie zastanowić się na co i ile wydajemy. A potem nad tym zapanować!


środa, 6 listopada 2013

Środa kreatywna: Kalendarz

Wpadam na szybko, bo późny wieczór jest, a ja dziś samotną matką byłam i czasu nie miałam na nic, bom pożyczyła męża cudzemu komputerowi. Żebyście nie myślały - z informatyka to On ma tyle wspólnego, że u Niego działa...

Ale do rzeczy - kalendarz miałam zaprezentować. No to prezentuje:


Przepis na kalendarz? Kawałek kartonu malujemy farbą tablicową, na ćwieki przypinamy siedem próbników farb w wybranych kolorach, koniecznie dzielonych na sześć, na czarnym tle kreda piszemy nazwę miesiąca, a na najwyższym poziomie kolorów - dni tygodnia. Potem robimy numerki, zgodzie z obowiązującym kalendarzem. Na próbnikach farb najlepiej pisać markerem do płyt, bo czasem nie łapią zwykłego cienkopisa. I tyle - kalendarz w takim kolorze jak nam się wymarzy, z miejscem na notatki tak dużym jak trzeba. Znaczy jak mi trzeba :)

Jak się miesiąc skończy - próbniki wymienię, na czarnym tle napiszę następną nazwę. Myślę jeszcze, żeby mu jakąż ramkę przyprawić, bo się wygina troszku. Ale jeszcze nie wymyśliłam jak...

No i tyle - teraz sobie zapiszę kiedy mam pisać kreatywną notkę, żeby nie tak na ostatnią chwilę...

środa, 2 października 2013

Środa kreatywna: Mam i ja!

Natchnięta... Natchniona... Zainspirowana przez Jagodziankę, ponieważ tak jak Ona raz na tydzień wymyślam obiady i robię większe zakupy, zrobiłam sobie jedzeniową tablicę.

Ponieważ dekoracje w kuchni mam owocowe, z przewagą jabłek, moja tablica też jest jabłkowa :)

Z góry przepraszam za jakość zdjęć, ale tyle co ją skończyłam więc zdjęcia robione po cimoku:

Całość wygląda tak. Z lewej klamerki z dniami tygodnia do przyczepiania potraw, z prawej notes na listę zakupów i długopis, a w środku kieszonki na nieużywane w danym tygodniu fiszki.

Żeby nie było wątpliwości co to.

Klamerki farbowane tuszami alkoholowymi. Fiszki z potrawami w czterech kolorach - wegetariańskie na zielonym, wołowina na czerwonym, drób na żółtym, ryba na pomarańczowym.

I z profilu...
Stwierdziłam w ogóle, ze potrzebuję listy, bo powoli gubię się w tym wszystkim co wymyśliłam... Chyba poproszę moją Siostrzenicę.

środa, 28 sierpnia 2013

Środa kreatywna: Uporządkowane kolorystycznie

Kiedyś dawno temu, jak po a) miałam tylko jedno dziecko, a po b) mieszkałam z moją Siostrą, więc się pracami domowymi dzieliłyśmy po połowie, miałam dużo czasu. I brałam wtedy udział czasem w różnych wyzwaniach skrapowniczych. Teraz już nie biorę, bo po a) mam dwoje dzieci, a po b) moja Siostra mieszka zupełnie gdzie indziej. Więc nie mam czasu i skrapuję z doskoku, w chwilach, kiedy jedno dziecko śpi albo leży spokojnie na kocyku, a drugie się samo bawi albo patrzy co mamusia robi i układa sobie guziczki.

Ale wracając do Ezopa - z tych pięknych, pełnych wolnego czasu i wyzwań dni zostały mi tagi kolorystyczne. A ponieważ już jakiś czas temu postanowiłam moje przydasie uporządkować wg kolorów, to okazały się one być jak znalazł na etykietki :) Tylko trzeba było tło dorobić, bo pudełka z odzysku (po paskach, Szfagier przyniósł), chociaż ładnie czarne, miały obrazki z jednej strony nijak do skrapów nienawiązujące. Wyszło coś takiego:

Czarne, co wygląda trochę jakby było brązowe.

Fioletowe.

Brązowe, które jest brązowe i tak wygląda.

Żółte.

Zielone.

Niebiesko-granatowe.

Różowe, co ma cytat z pastelowymi zamiast różowymi...

I czerwone.

Na razie zrobiłam osiem i te osiem mieszka sobie w pudełku:


Ale mam jeszcze do zrobienia cztery: szary, pomarańczowy, biały i beżowy. Przy czym gotowy tag mam już tylko czarny, resztę trzeba będzie zrobić od podstaw. A ponieważ na każdym jest cytat z piosenki to mam pytanie - czy ktoś zna piosenkę ze słowem beż/beżowy? Bo inne już mam, a takiej jakoś nie kojarzę...

A jak już zrobię wszystkie to nie będą mieszkać już w pudełku tylko na półeczkach. Żeby je było widać!

____________________

EDIT: Piosenkę o beżu już znalazł mi Musia. Milowy las Happysadu. W sumie - pasuje. Tylko ciekawe skąd ona zna takie piosenki...?

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Żeby nie było, że całkiem zapomniałam...

... jak się skrapuje :)

Wprawdzie mam to skrapowanie utrudnione, bo do nadal nie mam stołu, ale czasem mi się zdarza. Na pełny etat skrapowniczy wrócę, ja urządzę sobie skrapownię. Albo chociaż jak kupimy stół.

Tymczasem jak bardzo potrzebuję to skrapuję na stoliku typu LACK - tak taki mały z IKEi. Na szczęście mam małe potrzeby, bardziej zajmują mnie inne rzeczy.

Ale raz potrzebę miałam, a było to jeszcze przed urodzeniem Lusi - mianowicie szłam na podwójne baby shower - własno-cudze. No i musiałam zrobić kartkę i pudełko na prezent. Ten cudzy oczywiście. Teraz sobie wyobraźcie mnie - metr siedemdziesiąt plus dziewiąty miesiąc ciąży (a przytyłam sporo i dużo mi jeszcze po pierwszej zostało), siedzącą na dziecięcym stołeczku MAMUT (made by IKEA, wytrzymał), przy stoliku LACK. Już się obśmiali? No to teraz popatrzcie co mi się udało w takich warunkach wykonać.

Pudełko - zawierało ubranko dla dzidziusia (wbrew pozorom - dziewczynki, Noemi. Bo ja tak po krakowsku :D) i coś pachnącego dla mamusi:


A tu mamy piękny przykład recyclingu - białe zapięcie z obrazkiem smoczka odzyskałam ze starego stanika do karmienia... Bo wydało mi się urocze.

I karteczka. Nie lubię robić kartek, więc jak już robię to muszą być wyjątkowe. Zwykłe nie wchodzą w grę:


Przykład na to, że robota lubi głupiego - ponieważ serduszkowa koroneczka była prosta musiałam każde serduszko odcinać i przyklejać osobno - bo sobie wymyśliłam półokrągły kołnierzyk!

Cały komplet prezentował się tak:



_________________

Przy okazji witam nowych obserwatorów :) Moja lista blogów odwiedzanych też się wydłużyła - teraz będę pół życia spędzać na czytaniu tego co piszecie :)

piątek, 18 maja 2012

Pamiętacie?

Pamiętacie to pudełko? W końcu zostało przekazane w darze mojej Siostrze, która pudełeczka wszelkie kolekcjonuje. I zrobiłam jej jeszcze trzy - rasta.

Zielone:


Żółte:


I czerwone:


I jeszcze wszystkie razem:


Tak, zrobiłam je już jakiś czas temu, to następny zapomniany staroć. No bo wreszcie muszę pokazać te moje wytwory-potwory :)

piątek, 12 marca 2010

Raz na fioletowo

Miało być pudełeczko na fundusz skrapowniczy, ale jest za ładne, żeby tam kasę trzymać.

Więc jest pudełeczko na ładne drobiażdżki od narzyczonego:





Na wyzwanie z Art - Piaskownicy.

czwartek, 18 lutego 2010

Kartka dla Juliena


Julien = kolega szfagra mojego. Urodziny miał. Więc szfagier złożył zamówienie na karteczkę.

Męska taka. Żadnych kwiatuszków. Za to kółka zębate wydłubane z budzików własnoręcznie i ojcoręcznie. O.

sobota, 6 lutego 2010

Szachy

Mój szfagier ma szachy. Bardzo ładne. Całe szklane, ze szkła mlecznego i przezroczystego. I trzyma je w pudełku po pizzy...

Stwierdziłam, że się takie śliczne szachy na pewno źle czują w takim pudełku z odzysku brzydkim... No i postanowiłam mu je zeskrapować. W ramach niespodzianki, bo akurat pojechał sobie na trzy dni.

Oto efekty:


Informacje na temat aktu własności szachów. Rodem z Nowych szat króla II. Zawsze chciałam gdzieś tak napisać.

I patent do otwierania: