niedziela, 20 czerwca 2010

Jak to się człowiek może mylić...

Byłam - do dziś - święcie przekonana, ze w Europie, w XXI wieku panuje już jako-taka higiena. I nawet nie chodzi mi o to, że ludzie się myją (wystarczy się przejechać autobusem, żeby stwierdzić, że niekoniecznie...) - myślałam jedynie, że przy takim poziomie rozwoju coś takiego jak odprowadzanie nieczystości droga powietrzną na trasie okno-ulica nie ma już miejsca.

O jakże się pomyliłam! Dziś okazało się, że w ludziach zamieszkujących jedną ze stolic Europy zachodniej nadal drzemie człowiek renesansu. Niestety nie ten, który zgłębia tajniki wiedzy i jest w stanie wypowiedzieć się sensownie w każdej dziedzinie, ale ten, który zawartość nocnika wylewa przez okno. Jechałam sobie autobusem na górnym piętrze. Autobus zatrzymał się na przystanku. Patrzę na dach tegoż, a tam COŚ. Przyglądam się... Bardziej się przyglądam... Jeszcze bardziej się przyglądam... COŚ okazało się być zużytymi torebkami herbaty, które ktoś wyrzucał przez okno. Systematycznie - dużo ich było.

Określenie 'człowiek renesansu' stało się dla mnie mało pozytywne.

piątek, 18 czerwca 2010

O szarawarach

Jak jakiś czas temu szarawary stały się modne to ja tego nie rozumiałam. No bo gdzie takie spodnie co się wygląda jakby miało pieluchę? Dziwaczne to dla mnie było.

A potem stwierdziłam... Stwierdziłam, że do takich spodni pasuje na przykład taka krótka zielona sukienka, która wisi w mojej szafie. I, że taki turban jak sobie wiążę to by dobrze wyglądał przy szarawarach. I w ogóle szarawary pasują mi do mojej wizji ubraniowej.

No i sobie kupiłam szarawary. I wyglądam, jakbym miała pieluchę. Ale jakie one są wygodne!

Miliony hindusek nie mogą się mylić.

Zaniedbałam się...

Straszliwie się zaniedbałam. Znaczy bloga. Od dwóch miesięcy nic tu nie wsadziłam. I mogłabym się usprawiedliwiać, że byłam zajęta wychodzeniem za mąż, zmienianiem pracy, przeprowadzaniem się i tak dalej, ale skoro byłam tym zajęta, to by znaczyło, ze nie skrapowałam. A skrapowałam i to dużo. Zrobiłam multum LO'sów, album ślubny, album podróżowo-poślubny, album ciężarny (nie dla siebie), odkryłam ATC... I jeszcze różne inne. Tylko jakos melodii do robienia temu zdjęć i pisania o tym nie miałam. Ale obiecuje poprawę. Partiami wkleję tu wszystko co naprodukowałam.

Na początek LO zrobione na piosenkowe wyzwanie craft imaginarium:


I obiecuję, że będzie więcej.

czwartek, 10 czerwca 2010

Koktajl

Mil: Żuru, wiesz co Mikołaj dzisiaj zrobił? Sam! Mikołaj zrobił koktajl!
Mikołajek: Yhm!
Mil: Z bananów i truskawek.
Mikołajek: Yhm.
Mil: I jakbyś chciał to dla ciebie też może zrobić.
Mikołajek (z rozkosznym uśmiechem): Neee!

Cyberprzestrzeń

Pracuję w jakiejś cyberprzestrzeni. Odkryłam to wczoraj, jak w wyniku braku godzin w mojej kawiarni pracowałam w sąsiedniej, tej samej sieci. I jak mi się nudziło!

Bo tak. Moje Nero stoi sobie grzecznie koło stacji metra, między biurowcami. I od otwarcia, aż do pory kiedy już spisuje się co się zmarnowało, bo się skończył termin przydatności do spożycia, cały czas są ludzie. Jak ostatnio pewna Chinka spytała Rosy (szefowa) gdzie w okolicy jest inne Nero, bo u nas jest za duży tłok, a ona chciałaby sobie usiąść na spokojnie, to Rosa spojrzała na nią jak na ufo, bo akurat aż cztery stoliki były wolne, a przy ladzie stało tylko dwóch klientów, kiedy normalnie kolejka sięga drzwi, a usiąść nie ma gdzie. W związku z tym nie mamy czasu się nawet podrapać, a jak komuś uda się iść na przerwę, a nie tylko zabrać przysługującego jedzenia na wynos po skończeniu pracy to jest szczęśliwy.

W wczoraj... Puste stoliki, cisza... Niby tylko dwie ulice dalej a zupełnie inny świat. A jak powiedziałam jednej z pracujących tam dziewczyn gdzie pracuję zazwyczaj to ze zgrozą w oczach odpowiedziała "o my God..."

Ale lubię moje cybernero. Przynajmniej nie jest nudno :)

niedziela, 6 czerwca 2010

Energicznie

Mil: Idziemy spać?
Żuru (mówiąc o grze mmorpg): Chciałem sobie jeszcze trochę energii porozbijać.

No i wyszło, że mój mąż woli sobie rozbijać energię w internecie niż w łóżku...

piątek, 4 czerwca 2010