czwartek, 12 sierpnia 2010

Weronika, perfekcyjna samobójczyni

Naobiecywałam i zaś nic... Próbujemy jeszcze raz. Znów zacznę wyzwanioniowy, tym razem słoikiem na myśli z craft-imaginarium.

Z mojego kreatywnego czytania wyszła zgrabna, acz ciut krwawa historyjka:

  1. Dwudziestego pierwszego listopada 1997 roku Weronika uznała, że nadszedł wreszcie czas, by popełnić samobójstwo. (P. Coelho Weronika postanawia umrzeć)
  2. Hayward założył powyżej miejsca amputacji opaskę na żyły, by zatamować krwawienie w czasie operacji, Warren tymczasem podciągnął znowu powalane mankiety. (J. Thorwald Stulecie chirurgów)
  3. Czasem z tym swoim perfekcjonizmem jest śmieszna. (K. Jones Siódmy jednorożec)
  4. Wszyscy muszą przynajmniej dążyć do tego, żeby być najlepszymi. (M. Szwaja Jestem nudziarą)
  5. Odszedł nie oglądając się za siebie. (Zabijcie, zapomniałam, a kartka na której miałam spisane zaginęła w akcji.)
A na podstawie historyjki powstało LO o Weronice, perfekcyjnej samobójczyni:

środa, 4 sierpnia 2010

Co u ciebie?

Jakie to smutne uczucie, kiedy znajduje się na facebooku czy gdzieś (na nk już nie, bo mnie wkurzyła) kogoś kogo się znało dawno, dawno temu i chce się pooglądać go na zdjęciach, popatrzeć czy ma jakieś dzieci albo przynajmniej w związku jest i okazuje się, że ten ktoś nie ma żadnych zdjęć.

Albo ma jedno zdjęcie, profilowe. Na którym mu widać tylko twarz.

Albo ma zdjęcia udostępnione tylko znajomym.

Odbiera to całą radość z podglądania.

Bo co to za podglądanie, jeśli się zaprosi do znajomych i ten ktoś wie, że oglądasz jego zdjęcia? No żadne. Fajnie jest jak ten ktoś nic nie wie, że ty wiesz, że już się mu na przykład coś urodziło.

Gorzej, jeśli ty sam na facebooku masz tylko zdjęcie profilowe, a statusów nie ustawiasz, bo ci się nie chce. Ot, hipokryzja. Zawsze wtedy, jeśli chcesz, żeby ludzkość wiedziała co u ciebie słychać możesz prowadzić bloga i pisać na nim, że czujesz się hipokrytką, bo podglądasz ludzi na facebooku, a sama masz profil tak ubogi, że jakby cię ktoś chciał popodglądać, to i tak się niewiele nie dowie. I wtedy ktoś może się dowiedzieć co tam u ciebie z twojego bloga.

Tylko jak wiele osób wie o jego istnieniu, skoro nie podlinkowałaś do facebooka?

czwartek, 29 lipca 2010

Kolacja

Rafał: Rela, jadłaś już kolację?
Rela (z popłochem w oczach): Mamusiu, czy ja już jadłam kolację?

Piekne istoty

Paulinuś (do mnie, o książce): Czytasz te "Piękne istoty"?
Rela: Nie musi czytać, wystarczy, że patrzy na mnie.

poniedziałek, 12 lipca 2010

Prawie jak blond

Odkryłam na naszej łóżkowej narzucie taką metkę:


Jeśli nie widać to tu jest napisane:

100% COTTON
MADE IN INDIA
HAND WASH
SEPARATELY
IN COLD WATER

Niestety odkryłam to już po praniu.
W pralce. Z innymi rzeczami. W gorącej wodzie.

Mam teraz spodenki piżamowe w kolorze czarno-miętowym. Pierwotnie były czarno-białe.

Jestem genialna!

sobota, 10 lipca 2010

Zepsute

Ostatnio stwierdziłam, że albo ja i moja siostra królewna Paulinka jesteśmy zepsute, albo nasi mężowie.

No bo to jest tak. Jak ja albo ona idziemy do łazienki wieczorem, to wychodzimy po maks 10 minutach. A jak wchodzi Rafał albo Żuru, to cała reszta zdąży zasnąć trzy razy zanim się doczeka łazienki dla siebie. No conajmniej dwa razy dłużej tam siedzą! Wyraziłam to ostatnio głośno w obecności Rafała, na co on stwierdził, że my się nie musimy golić i to dlatego. Niby punkt dla nich, ale tylko pozornie, bo na przykład mój mąż hoduje sobie bródkę w stylu ogrodów angielskich*, więc się nie goli, co najwyżej ją przycina jak go do tego zmuszę i nie odbywa się to w czasie wieczornej tualety, ale raczej w środku dnia. A do tego pech chciał, że w momencie gdy Rafał wygłaszał taki pogląd, to ja akurat wyszłam z łazienki po kąpieli połączonej z goleniem nóg, a więc powierzchni około ośmiu razy większej niż jego twarz. I nadal zajęło mi to mniej czasu niż oni spędzają w łazience.

Stereotypowo to kobiety siedzą w łazience niezliczoną ilość czasu, prawda? A faceci się sprężają i starcza im parę minut. A figę! Albo nasi faceci mają ten gen od szybkiego korzystania z łazienki zepsuty, albo my mamy coś zepsute.

I tak sobie myślę, że to jednak my. Bo prócz tego, że nie siedzimy w łazience tyle czasu co każda normalna kobieta, to jeszcze moja siostra z letniej garderoby ma pięć czarnych bluzek i trzy sukienki ( i to wszystko), zamiast jak każda normalna babka całą szafę, a ja - chociaż mam całą szafę sukienek, spódnic, cienkich spodni i milion bluzek - na wszystkie wakacje, obozy etc. zawsze jechałam z torbą o połowę mniejsza niż wszystkie moje koleżanki, a w środku miałam jeszcze... śpiwór...


* dla niezorientowanych w stylach ogrodów powstających w oświeceniu: można mieć ogród w stylu francuskim - wypielęgnowany, równiutko przycięty, ułożony w geometryczne kształty, albo w stylu angielskim - puszczony wolno, z chaszczami.