piątek, 18 listopada 2011
czwartek, 17 listopada 2011
środa, 16 listopada 2011
Roladki z kurczaka z cukinią i pieczarkami
Czy ja już wspominałam, że uwielbiam cukinię? Prawie tak samo jak kapustę. Ale, że kapusty ostatnio nie mogę jeść to jem cukinię. I dziś w ramach tej cukinii przepis całkowicie autorski, wymyślony na obiad, w celu zrobić coś z tego co jest w lodówce i to tak, żeby nie było nudno.
Potrzebne są (na trzy osoby, bo na tyle dziś gotowałam):
- trzy piersi z kurczaka
- dwie cukinie
- kilka pieczarek (miałam 5, ale na mój gust było ich za mało)
- jedna cebula
- sól, pieprz, sos sojowy i łyżka oliwy, coby doprawić.
Cebulę, pieczarki i cukinie kroimy w kosteczkę, podsmażamy, a następnie dusimy, dodając przyprawy. Piersi rozkrawamy wzdłuż... Rozfiletowywujemy? W sensie tak, żeby były bardziej płaskie. A potem jeszcze rozbijamy, żeby były całkiem płaskie. Jak warzywka (bo w sumie to można użyć takich warzywek jakie lubimy, albo jakie mamy pod ręką ) się uduszą to trzeba się zaopatrzyć w blaszkę albo brytfankę, ale osobiście myślę, że najlepiej sprawdza się keksówka, bo można roladki tak tam poukładać, żeby się nie porozwalały. Trochę warzyw układamy na dno, a potem każdy kawałek mięsa rozkładamy płasko, nakładamy około łyżki warzywek, zwijamy i wsadzamy do blaszki. Jak zostaną warzywka to wysypujemy je na wierzch. Pieczemy jakieś 30-40 minut. Ale szczerze powiem, że nie wiem ile dokładnie to w piekarniku siedziało - pilnować trzeba.
Jeszcze napiszę, że z jednej pojedynczej piersi wychodzą dwie roladki, ja policzyłam pierś na osobę, ale w trybie oszczędnym typu dużo pyrów można dwie osoby nakarmić jedną piersią, po roladce na osobę i też nikt się nie poczuje pokrzywdzony.
To smacznego.
Potrzebne są (na trzy osoby, bo na tyle dziś gotowałam):
- trzy piersi z kurczaka
- dwie cukinie
- kilka pieczarek (miałam 5, ale na mój gust było ich za mało)
- jedna cebula
- sól, pieprz, sos sojowy i łyżka oliwy, coby doprawić.
Cebulę, pieczarki i cukinie kroimy w kosteczkę, podsmażamy, a następnie dusimy, dodając przyprawy. Piersi rozkrawamy wzdłuż... Rozfiletowywujemy? W sensie tak, żeby były bardziej płaskie. A potem jeszcze rozbijamy, żeby były całkiem płaskie. Jak warzywka (bo w sumie to można użyć takich warzywek jakie lubimy, albo jakie mamy pod ręką ) się uduszą to trzeba się zaopatrzyć w blaszkę albo brytfankę, ale osobiście myślę, że najlepiej sprawdza się keksówka, bo można roladki tak tam poukładać, żeby się nie porozwalały. Trochę warzyw układamy na dno, a potem każdy kawałek mięsa rozkładamy płasko, nakładamy około łyżki warzywek, zwijamy i wsadzamy do blaszki. Jak zostaną warzywka to wysypujemy je na wierzch. Pieczemy jakieś 30-40 minut. Ale szczerze powiem, że nie wiem ile dokładnie to w piekarniku siedziało - pilnować trzeba.
Jeszcze napiszę, że z jednej pojedynczej piersi wychodzą dwie roladki, ja policzyłam pierś na osobę, ale w trybie oszczędnym typu dużo pyrów można dwie osoby nakarmić jedną piersią, po roladce na osobę i też nikt się nie poczuje pokrzywdzony.
To smacznego.
Podrobione
Rafał (pokazując na moje zafarbowane na czerwono końcówki włosów): Ty też kiedyś takie miałaś.
Paulinuś: No, miałam.
Rafał: We wszystkim cie podrabia, nie? Ty wyszłaś za mąż - ona też. Ty masz syna - ona też.
Paulinuś: Ale ja najpierw miałam córkę...
Mil: Bo ja nie dość, że podrabiam to jeszcze nieudolnie.
Paulinuś: Nie da się podrobić kogoś takiego jak Aurelka.
Relka: Co ja?
Paulinuś: Jesteś niepodrabialna.
Mil: No chyba, żeby wziąć tasak i cię podrobić. Na kawałki.
Paulinuś: Mila, jakie ty ostatnio filmy oglądałaś?
Mil: Pierwszą miłość.
Paulinuś: A to już się nie dziwię.
Paulinuś: No, miałam.
Rafał: We wszystkim cie podrabia, nie? Ty wyszłaś za mąż - ona też. Ty masz syna - ona też.
Paulinuś: Ale ja najpierw miałam córkę...
Mil: Bo ja nie dość, że podrabiam to jeszcze nieudolnie.
Paulinuś: Nie da się podrobić kogoś takiego jak Aurelka.
Relka: Co ja?
Paulinuś: Jesteś niepodrabialna.
Mil: No chyba, żeby wziąć tasak i cię podrobić. Na kawałki.
Paulinuś: Mila, jakie ty ostatnio filmy oglądałaś?
Mil: Pierwszą miłość.
Paulinuś: A to już się nie dziwię.
niedziela, 13 listopada 2011
Uwaga, marudzę!
Mój mąż ma dziś urodziny. Powinno być miło i sympatycznie. Ale nie jest.
Biszkopt na tort mi nie urósł, krem się leje, a dziecię nasze postanowiło zrobić sobie popołudnie marudzenia połączonego z rzyganiem.
Do tego jeszcze w czasie robienia tortu mieliśmy włączyć sobie koncert Dżemu (maż dostał DVD z zapisami iluśtam koncertów w ramach prezentu urodzinowego), ale, że moja teściowa też ma dziś urodziny, to nie puściliśmy tylko zadzwoniliśmy do niej na skajpie z życzeniami.
A mąż w ramach urodzin mendzi od rana.
A dziecię jest śpiące ale nie daje się uśpić.
A ja mam dość.
Biszkopt na tort mi nie urósł, krem się leje, a dziecię nasze postanowiło zrobić sobie popołudnie marudzenia połączonego z rzyganiem.
Do tego jeszcze w czasie robienia tortu mieliśmy włączyć sobie koncert Dżemu (maż dostał DVD z zapisami iluśtam koncertów w ramach prezentu urodzinowego), ale, że moja teściowa też ma dziś urodziny, to nie puściliśmy tylko zadzwoniliśmy do niej na skajpie z życzeniami.
A mąż w ramach urodzin mendzi od rana.
A dziecię jest śpiące ale nie daje się uśpić.
A ja mam dość.
piątek, 11 listopada 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)