środa, 21 marca 2012

Kwadrat naszych pocałunków

Zabawa z geometrią plus zdjęcie z podróży poślubnej plus cytat z Grabaża, czyli to co Tygryski lubią najbardziej :)


Jakby ktoś nie umiał przeczytać:


Tak na zielono, na pierwszy dzień wiosny.

środa, 14 marca 2012

Kosmicznie

Jestem chora. Ciężko. Na katar. I kaszel. I na ból głowy jeszcze. Mam watę zamiast mózgu i słyszę jak przez szklankę. Dzisiaj w pracy czytałam z ruchu warg co ludzie zamawiają. I kolega się ze mnie śmiał. Za to puścił do domu wcześniej. Zważywszy na okoliczności i moje samopoczucie. Mogło mieć to też coś wspólnego z tym, że zademonstrowałam mu jak kaszlę. A kaszlę pięknie. I malowniczo. Jak stary gruźlik. I jeszcze się przy tym równie malowniczo podduszam.

No nic, przyszłam do domu. A w domu niemowlę, dziesięć miesięcy, pięć (od dzisiaj) zębów i niespożyta energia. Obgryza laptopa. Włazi na oparcie od kanapy, żeby lepiej widzieć. I wiesza się na rękach na stoliku od krzesełka prawie ściągając sobie wyżej wymienione na głowę. Myślicie, że podpatrzył jak jego ojciec huśta się na balustradzie?

W każdym razie to dziecko to jakiś kosmos. Mój schorowany mózg go nie ogarnia.

niedziela, 11 marca 2012

Katar

Ciężko jest uśpić dziecko z katarem.

Ciężko, kiedy to dziecko ma katar - bo jest niespokojne, nie może się ułożyć, kręci się i płacze, bo mu katar przeszkadza, a jak płacze to sobie automatycznie więcej tego kataru produkuje. A jak sobie wyprodukuje więcej to trzeba mu wytrzeć nos i razem ze smarkami ściera się maść spod nosa i trzeba smarować jeszcze raz. A dziecko tego nie lubi, więc płacze, a jak płacze... I tak dalej.

Ciężko jest też, kiedy to usypiający ma katar. No bo weź wytrzymaj 20 do 30 minut bez kichania i smarkania, do tego z zatkanym nosem śpiewając kołysanki. Albo nie wytrzymaj, kichnij soczyście trzy razy, usmarkaj się po łokcie, poszukaj chusteczek, w celu doprowadzenia się do porządku, a potem zacznij usypianie od początku, bo w tym czasie twoje dziecko zmieniło się z "prawie-uśniętego" na "wcale-nie-śpiące-za-to-bijące-ci-brawo-i-uciekające-z-łóżka".

Najgorzej jednak, jak te dwa katary się zejdą.

czwartek, 8 marca 2012

Róż???

Dziwny kolor jak na moje skrapy... Dziwne, że to ja na tym różowym skrapie występuję. I jeszcze do tego złote kwiatki! I korona z gazety :)

Na zdjęciu ja, jak byłam piękna i młoda, czyli jakieś dwa lata temu. Ponad dwa.


Zbliżenie na złocenia:


I wiele mówiący tytuł:


niedziela, 4 marca 2012

Rachunek sumienia

Teraz będzie coś czym gardzę. Ale nijak tego ująć inaczej nie potrafię.

Poprzedni miesiąc minął pod znakiem nerwów przed przyjazdem teściowej, wizyty teściowej, afery w pracy, ząbkowania i jelitówki. Zauważyć to można po moich blogach - zdjęć nie robiłam, pocztówki leżą, radosnotwórczość nie tylko leży, ale i kwiczy.

Ale powoli się ogarniam.

Teściowa przyjechała i pojechała, a ja przestałam udawać, że mam zamiar być dla niej miła. Nie mam zamiaru. Jako i ona nie jest. Afera wprawdzie nie została jeszcze zażegnana, ale chwilowo trwa zawieszenie broni. Zęby mają przerwę. Jelitówka minęła, zostawiając wprawdzie pył i pożogę, ale sobie florę bakteryjną odbudujemy.

Teraz się trzeba pozbierać. Gazet mamy nowych dużo, to by można kolaże porobić. Pocztówek już do mnie przyszło ze dwadzieścia, to trzeba je pokazać. No i zdjęcia - Wojtuś się przesiada do nowego wózka, to mu zdjęcie zrobie i będzie. Tylko zaś komputer z wejściem na kartę zepsuty, a kabelek zaginął w akcji. No ale ważne, zeby zrobione było, potem zawsze można kliknąć w opcje posta i datę ustawić.

A w ogóle to wiosna przyszła, więc ogarnianie zacznę od zrobienia porządków w szafie i kupienia sobie czegoś do ubrania, bo jestem stanowczo szczuplejsza niż poprzedniej wiosny. Może to dlatego, że nie jestem przy końcu ciąży? Możliwe.

Wróce. Jeszcze w tym tygodniu. Koniec obijania się.

czwartek, 23 lutego 2012

Wojna

Niko: Żuru, nie strzelaj we mnie!
Mil: Niko, ale bawicie się w wojnę, w co on ma strzelać jak nie w Ciebie?
Niko: Ja chcę, żeby strzelał w pudełko.
Mil: A ty w co będziesz strzelał?
Niko: W Żura.

wtorek, 21 lutego 2012

Smród

Mam odrobinę polskości w Wielkiej Brytanii. Myślałam, że to jest ściema o tym zwalnianiu albo doprowadzaniu do zwalniania się na własne życzenie po urlopie macierzyńskim... No ale nie jest. Myślałam, że mnie nie dotyczy, bo mieszkam w Londynie i pracuje w angielskiej firmie. No ale moja bezpośrednia przełożona jest Polką... No i dotyczy.

Szanowna pani A. robi wszystko, żeby mi utrudnić. Na szczęście jej bezpośredni przełożony już Polakiem nie jest. Jest Anglikiem. A brytyjskie prawo chroni matki dzieciom, bo Churchill stwierdził, że dzieci są przyszłością narodu.

Tylko się zastanawiam, czy naprawdę nie da się w żadnej sytuacji nie można uniknąć smrodu? Czy zawsze znajdzie się ktoś komu nie w smak jest załatwianie czegokolwiek polubownie? Ja chodziłam i prosiłam moją szefową o współpracę, o dogodne godziny, które mi się prawnie należą, o informowanie mnie o zmianach w grafiku, w końcu o załatwienie przeniesienia, jeśli nie chce ze mną pracować. Ona twierdzi, że już to, że nie każe mi pracować na popołudniową zmianę to jest pójście mi na rękę i to jak umawiałam się z poprzednim managerem już nie obowiązuje.

Ona nie chce się dogadać, ona chce zmianę której ja potrzebuje. I postanowiła wymusić na mnie pracę w godzinach, które nie odpowiadają mi ze względu na opiekę nad moim dzieckiem. Czy ja już wspominałam, że brytyjskie prawo chroni matki? No to chyba się przejedzie.