poniedziałek, 24 maja 2010

Słuchają się psiekrwie... Znaczy kocie.

Borys, kot mój ma ostatnio dziwny zwyczaj spania w przedpokoju - albo na butach, albo w progu łazienki.

Idę wczoraj wieczorem się kąpać, mijam go i mówię:
- Borys, nie śpij tu. Idź do łóżka. Zagrzejesz mi miejsce.
A on się podniósł i poleciał do mojego łóżka. Dobrze ten mój kot wychowany.

Poza tym zostaliśmy w nocy zaatakowani przez balony. Balony przynieśliśmy wczoraj z pikniku, takie z helem w środku. Borys cały dzień usiłował je sobie upolować, ale niestety z racji tego, że były nahelowane to wisiały pod sufitem i miały dla Boryska za krótkie sznureczki. Nocą straciły wysokość. A Borys na tym zyskał. I związku z tym balony rzuciły się mnie i Żurowi na twarze. Normalnie czad. Albo raczej hel.

1 komentarz:

  1. To wesoło było... Bo to gaz rozweselający jest!

    OdpowiedzUsuń

Powiedz mi co o tym myślisz :)