czwartek, 14 lutego 2013

Złe ptaki

Ponieważ Mój Ulubiony Siostrzeniec ma za dwa dni urodziny, to walentynki upłynęły nam pod znakiem tychże urodzin. Mianowicie wymyśliłyśmy... JA wymyśliłam... Imprezę tematyczną pod znakiem Angry Birds :)

Prezenty i tak dostanie same związane - przynajmniej od rodziny.

Torcik będzie miał twarz czerwonego ptaka - układać go będziemy z truskawek i mango. Ale to jutro.

A dziś produkowałyśmy galaretki w rasta kolorach z zatopioną rzeźba owocową. Ja rzeźbiłam, Musia topiła. Trzeba Matce Mojego Ulubionego Siostrzeńca przyjść z pomocą, bo sobie moim własnym osobistym nożem palec obcięła, więc się czuję trochę winna...

Ale wracając do Ezopa* - oto co nam z tych topionych rzeźb wyszło - teraz się będę chwalić:





Nie mam zamiaru być sztucznie skromna - jestem z nas dumna!

_____________
* powiedzenie z czasów studenckich, kiedy to na historię literatury staropolskiej Kokos przeczytał tylko jedną lekturę - bajki Ezopa właśnie - i o co by jej Wilq nie pytał, wracała do Ezopa...

niedziela, 10 lutego 2013

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne - luty: dzień siódmy, ostatni.

Temat na dziś: Ostatnia rzecz przed zaśnięciem.

Dosyć sentymentów. Dziś będzie prozaicznie.

Ponieważ jestem w ósmym miesiącu ciąży - cierpię na zgagę. Po wszystkim i zawsze. I o ile w dzień jakoś sobie ze sobą żyjemy w zgodzie, znaczy ona raz przychodzi, a raz nie, to wieczorem i w nocy pojawia się na pewno. W związku z tym ostatnią rzeczą, która robię przed zaśniecięm, jest napicie się mleka, coby zgagę odgonić. Czasem pomaga. Czasem muszę posunąć się do bardziej drastycznych środków, czyli do drinków z palemką, jak pieszczotliwie nazywam wodę z sodą, blee.


Na zdjęciu mleko, nie bądźmy drastyczni.

Należy zauważyć, że popijać mleko muszę przed każdym zaśnięciem - jak się obudzę w nocy na siku to też, bo ona wraca. Zaczynam podejrzewać, ze to fleja i brudaska, bo przez nią moje wieczorne mycie zębów jest w zasadzie bezsensowne...


I na tym kończymy naszą lutową zabawę, dziękuję wszystkim pięknie :) Zajrzę do Was jutro, bo dziś miałam ciężki dzień i zmęczona jestem. Ale zajrzę, obiecuję!

Natchniona...

... komentarzem Chmurki pod moim miłosnym postem, na temat koncertów w tle i glanów, postanowiłam...

... Pokazać wreszcie gdzieś swoje zdjęcia z superśmiesznej sesji ślubnej. Superśmieszna była, bo po nocy, prawie na szczycie Równicy, doświetlana reflektorami samochodowymi - bo na górskiej drodze latarnie nie uświadczysz. Do tego glany na wszystkich nogach i skórzane kurtki. Aż dziw, że nigdzie jeszcze nie były publikowane! A to już trzy lata prawie...

No to się doczekały:










Jak to było dawno... :)

sobota, 9 lutego 2013

Cwaniak

Żuru i Wojtek sprzątają zabawki. Wojtuś siedzi na materacu, po każdej stronie ma po jednym zielonym pudełku. W pierwszym mieszka drewniana Arka Noego, wraz z Noem i zwierzątkami, w drugim kolejka i miasteczko: tory, domki, pociągi, autka, drzewka - też wszystko drewniane. Żuru podaje elementy obu zestawów, które wymieszane leżą na podłodze, Wojtuś rozdziela: kolejka na lewo, Arka na prawo.

Ani razu się cwaniak nie pomylił.

Nawet jak mu ojciec podkładał pod rząd ludziki z kolejki i Noego!

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne - luty: dzień szósty.

Dziś prócz zdjęcia będą też wyrazy uznania i jeszcze trochę miłości.

Najpierw wyrazy uznania:

Po pierwsze, Dziewczęta, jesteście niesamowite! Żeby tyle nas było w ty miesiącu, każda regularnie wsadzała zdjęcia i jeszcze do tego starczało jej czasu na komentowanie innych! No jestem pełna podziwu dla Was :) Nooo... Dla nas :P Po drugie - dziękuję wam za wszystkie komentarze :) Dodają skrzydeł, serio! Ja staram się komentować ile mogę, a już na pewno zajrzeć do wszystkich - zajmuje mi to cały wieczór, tyle nas jest, ale to sama przyjemność :)

No dobra, dość słodzenia - teraz zdjęcie.

Temat na dziś: Paski.

Nie miałam z nim problemów - dziś o 6.15, kiedy moje dziecko zrobiło mi "akuku" i dało buziaczka na "dzień" dobry, paski były pierwszą rzeczą jaką zobaczyłam... Paski na rajtuzkach, które wciągnęłam na nóżki Synka. Ale zdjęcie zrobiłam kilka godzin później - jak byłam trochę bardziej przytomna. Oczywiście - cały czas się te nóżki w rajtuzkach ruszały - ani jedno zdjęcie nie wyszło mi nierozmazane...


Teraz jeszcze o miłości. Ponieważ list, który zostawiłam wczoraj wieczorem mojemu Mężowi, a do tego jego odpowiedź, wydały mi się strasznie śmieszne - postanowiłam Wam go pokazać - też się pośmiejcie:


Tak - narysowałam miejsce na kartę. Tak - Żuru podpisał kartę, żebym nie przeoczyła. Nie - nie jesteśmy ćwierćinteligentami, oboje wiemy jak wygląda karta...

piątek, 8 lutego 2013

Fryzjernie

Musia: Wojtek, we wtorek idziemy do fryzjera. Będziemy znowu wyglądać jak ludzie.
Wojtuś: Łaaaał...

Tygodniowe wyzwanie fotograficzne - luty: dzień piąty.

Temat na dziś: Miłość

Okej, niech będzie, że jestem sentymentalna. Zdjęcie będzie stare, bo mi do koncepcji pasuje:


Nasze pierwsze wspólne. Ja 25 kg mniej, On 30 cm włosów więcej. Cztery i pół roku temu.

I tak sobie myślę, że skoro ani ja - choleryczka - nie zabiłam go jeszcze za tą jego "rułę i dwa kolanka" (bo rusza to on się z prędkością światła...), ani on mnie za to, że się go ciągle czepiam, to to jednak musi być miłość.