piątek, 7 lutego 2014

Zachcianki

W związku z przeprowadzką szykują się zmiany. Domowe zmiany. W sensie w wystroju.

Przede wszystkim dlatego, że mogę.
Poza tym dlatego, że znudziły mi się maki. Ale tylko w sensie wystrojowym.
Prócz tego pokochałam kolor pomarańczowy.
I jeszcze w nowej sypialni nie ma gdzie powiesić Żura gitar, więc muszą zamieszkać w salonie. Gitary są podpalane z białą płytą, więc kolory mają pomarańczowo-czarno-białe.

No i zachciało mi się pasków. Czarno-białej klasyki. Wszystko za sprawą tego kocyka:

Źródło
Ale jeden kocyk na cały pokój to trochę mało, tym bardziej, że wisi on sobie zazwyczaj na oparciu kanapy i czeka zmiłowania, czyli jak mi będzie zimno podczas oglądania filmu. Więc stwierdziłam, że jeszcze mój fotel ubiorę w czarno białe paski. I kupię sobie paskowaty talerz, taki duży, na ciasto.

I jeszcze się zastanawiam, jak wyglądałby drewniany stół, jakby mu blat z wierzchu pomalować w paski? Całą resztę zostawić drewnianą, pomalować tylko samą górę. Ten wygląda fajnie :)

Źródło

czwartek, 6 lutego 2014

Mówczo

Wojtek siedzi na fotelu przy biurku. A raczej daleko od biurka i chce żeby go przysunąć.

Wojtuś: Tu, tu!
Mil: Co chcesz? Przysunąć Cię?
Wojtuś: Tak!
Mil: To musisz powiedzieć "przysuń". Umiesz powiedzieć "przysuń"?
Wojtuś: Nie.
Mil: A co umiesz powiedzieć?
Wojtuś: Siusiu.

poniedziałek, 3 lutego 2014

Magiczna kraina

Czasem siadam na fotelu, zasłaniam oczy rękami i wyobrażam sobie, ze znajduję się w magicznej krainie.

W tej krainie panuje cisza, a jak już ktoś się odzywa to mówi ludzkim językiem i nie muszę się domyślać, że "cici" znaczy tyle co "jeszcze".
W tej krainie nikt się po mnie nie wspina, nie siada mi na twarzy, nie szczypie mnie, nie wciska mi kończyn pod bluzkę, wszystkich i z każdej strony, ani nie używa mojej bluzki jako bungie.
W tej krainie starsi bracia nie taranują młodszych sióstr, a młodsze siostry nie ciągną starszych braci za uszy.
W tej krainie odcinek serialu ogląda się w całości, a nie podzielony na fragmenty ośmiominutowe z przerwami na niam, pij i be, albo raczej siusiu - od dziś.
W tej krainie nie muszę osiemdziesiąt razy dziennie zamiatać, bo nikt nie wciąga jak mały odkurzacz każdego paprocha, którego znajdzie. A jak już nazbiera się dużo paprochów, to mogę właśnie użyć odkurzacza, takiego prawdziwego, zamiast miotły, bo nikt na jego widok nie zaczyna się trząść ze strachu.
W tej krainie dzieci nie odżywiają się tylko chlebem z masłem, mlekiem i jajkami tylko grzecznie zjadają obiadki zawierające warzywa.

I tak siedzę sobie w tej magicznej krainie jakiś czas, aż jakieś małe rączki nie zabiorą moich dłoni z oczu i jakieś małe usta nie umieszczą na tych oczach, a także nosie, policzkach, czole i brodzie szeregu buziaczków, a potem przeniosą się - te rączki - na moje włosy, by zrobić mi wielki kołtun, który eufemistycznie nazywamy "głaskaniem".

I wtedy już wiem, że wcale a wcale nie jest mi do tej magicznej krainy tęskno.


czwartek, 30 stycznia 2014

The 52 project!

Znowu mi spajdej nie wyszedł. Zła jestem na siebie. Ale chociaż zdjęcie moich dzieci jest.

#4
Małpki w kąpieli.


niedziela, 26 stycznia 2014

Rzecz o spodniach

Nie rozumiem kompletnie dlaczego producenci spodni damskich zakładają, ze wszystkie kobiety mają metr sześćdziesiąt pięć i są nisko skanalizowane. Ja mam metr siedemdziesiąt. Jak lewa miarka to wychodzi metr siedemdziesiąt dwa do trzech. I nie jestem nisko skanalizowana. W związku z tym jak potrzebuje kupić sobie spodnie to albo płace za nie jak za zboże albo nadwyrężam sobie nerwy przymierzając tysiące par sięgających mi nad kostkę. Przy odrobinie szczęścia, kiedy w danym sklepie jest podział na "long" i "regular", i uda mi się mój rozmiar znaleźć w wersji "long" - za kostkę. A ja potrzebuję, żeby mi się spodnie o buty opierały, taka jakaś zboczona jestem. A najlepiej, żeby się po ziemi targały. A, że chodzę w glanach to może być trudno...

Tak, jest trudno.

W każdym razie postanowiłam kupić sobie bojówki. Bo na koncert idę za 34 (!) dni, a jak wiadomo na koncercie trzeba mieć bojówki, tak jak trzeba mieć też glany albo inne buty nad kostkę, w najgorszym wypadku wysokie trampki i bluzkę na ramiączkach. I arafatkę, albo inne coś na szyję*. Damskich bojówek nie uświadczysz, więc przymierzyłam bojówki mojego męża, oceniłam jaki rozmiar powinnam mniej więcej mieć i poszłam kupić. Męskie.

Kupiłam. I doznałam olśnienia. Bo one mają dobrą długość, wiecie? **


No i po co ja się tak męczę? Po co szukam spodni w sklepach z damskimi ciuchami? Męskie spodnie są tańsze, nie trzeba wybierać między biodrówkami a modelami "super super super skinny", w których leginsy to szczyt luzu wokół łydek, tylko można kupić zwyczajne, z normalnym stanem i prostymi nogawkami, a do tego każdy rozmiar ma trzy długości do wyboru!

W związku z tym postanowiłam kupować spodnie TYLKO w sklepach z ciuchami dla facetów. Czy to znaczy, ze jestem genderowcem?

_________________
* Bojówki dlatego, że ciężko skacze się z torbą skacze, a gdzieś trzeba schować telefon, klucze, portfel i tym podobne. Buty, żeby nogi nie skręcić ani nie zostać zdeptanym, nawet jak się do młyna nie wchodzi. Chociaż, jak dwóch bijących się kolesi wrzuci cię na barierkę, to spokojnie można mięsień zerwać w łydce. A jak się jest Kokosem, to żeby coś ci się stało nie trzeba ani bijących się kolesiów, ani młyna. W sumie w jej przypadku to niewiele trzeba... Bluzka na ramiączkach i ogólnie ubranie na cebulkę, bo na koncercie jest gorąco zwyczajnie. Arafatka, żeby nie przeziębić nadwyrężonego gardła.
** Piękny kurz mam na podłodze. A dziś tam zamiatałam, przy niedzieli. Nie opłaca się, już nie będę.

środa, 22 stycznia 2014

Aparat fotograficzny może Ci uratować życie!

No serio. Dziś nam uratował... No może nie życie, ale trochę nas jednak uratował. Przed zalaniem.

To było tak. Postanowiłam dziś rano, że pokażę wam bardzo piękny pokój moich dzieci. Tym bardziej, że nasze mieszkanie się składa i postanowiliśmy się wyprowadzić, więc już niedługo (za jakieś dwa miesiące najpewniej) będę wam pokazywać całkiem nowy dziecięcy pokoik. No więc posprzątałam, wziełam aparat i zrobiłam zdjęcia. Zrzuciłam je na komputer i oglądam jak wyszły, siedząc u dzieci na łóżku... Nagle patrzę - jedna ze ścian na zdjęciu, która w założeniu jest biała (choć bardzo dawno malowana...) ma jakieś żółte plamy. Patrzę na ścianę na żywo - też ma. Macam - mokro. Oho - sąsiadce znów poszła rura w podłodze... Biedna sąsiadka, zaś będzie parkiet musiała zrywać... Wodę zakręciłam, teraz czekamy na agenta. Szczęśliwie chciało mi się rano ogarnąć pokój dzieci i zdjęcia porobić, żeby na bloga wsadzić...

No a jak już zrobiłam to wam pokażę:

Rzut na ogół. Na podłodze gąbkowe puzzle, żeby dzieciom było ciepło w dupki.
Łóżeczko i komoda Wojtusia. I zasłonki uszyte przez matkę.
Tablica w całej okazałości - Wojtek pomagał malować! Pszczółka doświetla zdjęcia, bo na dworze szaro.
Cześć Lusi. Też śpi dziewczyna pod liściem. A na półeczkach wszystkie jej lalki.
W pudełkach nad tablicą mieszkają wszystkie przybory malarsko-craftowe Wojtusia.
Koło łóżka biedronka, żeby rodzice mieli się o co oprzeć jak siedzą z dziećmi na podłodze, a dzieci miały na co wskakiwać.
A przy drzwiach wiszą skrapy z dzieciakami w roli głównej.
Na ściany najlepiej nie zwracać uwagi - noszą piętno dawnych czasów w postaci przykurzonego białego koloru, dziur po przewieszanych tysiąc razy półkach i całkiem nowych czasów w postaci plam po zalaniu...