wtorek, 15 kwietnia 2014

Sałatka z Tesco.

Uwielbiam makaron. Ale - nie lubię sałatek z makaronem. Jakoś mi nie pasuje makaron do zimnych składników i majonezu. No nie i już.

To się musiało zmienić, jak kiedyś chciałam sobie kupić coś do zjedzenia na już w Tesco, a nic fajnego nie było. Wybrałam wtedy mniejsze zło, czyli sałatkę z tuńczykiem i makaronem (z większych zeł była kanapka z boczkiem i coś maks-ostrego, co jadł wtedy mój mąż). Sałatka okazała się być tak pyszna, że postanowiłam zrobić ja w domu w większej ilości. I z mniejszą - proporcjonalnie - ilością makaronu.


Składniki (na satysfakcjonującą mnie duuuuuużą ilość):
- 250g ładnego makaronu (u mnie macaroni. Jak lubicie makaronowe sałatki to możecie dać więcej albo zmniejszyć ilość innych składników),
- dwie puszki tuńczyka w wodzie (wrzucamy bez wody :P ),
- dwie czerwone papryki (chociaż Żuru twierdzi, że w sałatce z Tesco jej nie ma...),
- dwie małe czerwone cebule (albo jedna duża),
- ogórek zielony,
- puszka kukurydzy,
- 4-5 łyżek majonezu (te dwie łyżki, którymi dysponowałam to stanowczo za mało...),
- pieprz i sól do smaku.

Chyba nie muszę pisać jak się robi sałatkę? No to z w/w składników robimy sałatkę i zjadamy. Jest pyszna!

piątek, 11 kwietnia 2014

Wycieczkowo

Byliśmy wczoraj na wycieczce :) Lubię w Londynie to, że funkcjonują tu miejskie farmy, do których wejście jest darmowe i nawet dziecko od zarania wychowane w betonie ma szanse zobaczyć krowę.

Chociaż wczoraj byliśmy na takiej bezkrowej farmie. Były za to konie, owce, na które moja córka robiła "bebe", kury, na które też robiła "bebe", śpiąca świnia, lamy, kozy, które nam jadły z ręki, maciupkie kaczki i kurczaczki doświetlane lampami i staw, w którym można było sobie połowić przy pomocy siatki - i Niko złowił jaszczurkę żyworódkę w ciąży!

Więc teraz się przygotujcie - będzie dużo zdjęć:

Ja - jeszcze przedfarmowa.
Malusie kaczusie :)

A tu chomik!

Na górze tez były zwierzątka.

A tu indyk.

Się tu odbywa karmienie...

... kaczek.

Poszliśmy zobaczyć jeszcze roślinki...

I wróciliśmy karmić kaczki.

Wojtuś usiłował też karmić kury, ale nie były zainteresowane zjadaniem wyściółki...

Lula kury tylko podziwiała.


A potem karmiliśmy kozy. Wojtek był odważny!

Niko trochę się bał, ale w końcu się odważył.

No i konik - malutki. Duże były na wybiegu.

A tu łowienie trwa.

Chłopcy byli tak zajęci, że poszłyśmy z Lusią jeszcze raz zobaczyć małe owieczki.

A jak wróciłyśmy to Niko właśnie wyłowił żyworódkę. Pani obsługująca łowienie bardzo się zdziwiła.

A na koniec wrzuciliśmy trochę pieniążków do skarbonki.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

O genach i o tym, czy zachodnie wynalazki są potrzebne i przydatne.

Moi dziadkowie od strony Tate jak ponad 60 lat wprowadzili się do mieszkania i poustawiali meble to nie przestawili ich już nigdy. Dziadek już nie żyje, ale babcia mieszka jak mieszkała.

Moi dziadkowie od strony Musi przeprowadzali się jakieś osiemset razy.

W związku moich rodziców na tej płaszczyźnie wygrała Musia - Ojciec się pogodził i przestawia jak każe.

Moja Siostra jak wprowadza się do nowego mieszkania to skręca regały i ustawia książki , i już może mieszkać.

Ja przez następny rok urządzam i przestawiam meble po milion razy, aż osiągnę doskonałość. Oczywiście doskonałość jest czasowa - zawsze mogą zmienić się potrzeby użytkowników danego pokoju lub mogę wpaść na genialny pomysł i przestawiam.

Mój Mąż nie rozumie.

No bo przecież u dzieci było już w sumie ładnie, a sypialnia jeszcze w proszku i dlaczego ja chce przestawiać meble u dzieci, a nie zająć się sypialnią? Ano dlatego, że:
a) jak przestawię meble u dzieci to będzie bliżej do uzyskania doskonałości w tamtym pokoju,
b) jak zabiorę się za sypialnię to i tak nie będę się mogła skupić, bo myślę o moim genialnym planie na pokój dziecięcy.

Może ma to również związek z jego genami - moi teściowie przestawiają meble od wielkiego dzwonu typu zmiana dyktatora na Kubie, jak stwierdził Żuru.

Tak czy owak - sypialnia dalej w proszku, za to u dzieci jest już prawie idealnie. A jakiż to był mój genialny plan? Postanowiłam stworzyć dzieciom coś co się pięknie po angielsku nazywa "Book Nook", a jest zwyczajnie kącikiem do czytania.

Najpierw zastanawiałam się czy jest sens. No ale w sumie dlaczego by nie? Wnęka w pokoju jest całkiem sympatyczna, a wykorzystana niekreatywnie, biedronka na środku pokoju tak jakoś "ni przypiął, ni wypiął", a książki po dwóch szafkach porozkładane też bez sensu, bo te na dalszej szafce mało czytane są, bo nam nie pod drodze.

W związku z niezrozumieniem przez męża zrobiliśmy sobie gender - on gotował obiad, a ja przestawiałam meble. Potem za to on powiesił liście. I już nie zastanawiam się czy book nook ma sens, bo odkąd jest skończony, Wojtek głównie czyta książki!



W planach mamy jeszcze naklejkową trawę przy podłodze, a na kolorowych półeczkach tam z tyłu zamieszkają szmaciane literki, które właśnie szyję :)

wtorek, 1 kwietnia 2014

Kołysanki

Jak moja siostrzenica była mała, to ją czasem usypiałam. Śpiewająco. Śpiewałam jej na przykład to:



Albo to:



Mój Syn nie pozwalał mi dotychczas śpiewać. Ale dziś pozwolił! Mam nadzieję, że się tendencja utrzyma. Już szukam nowych, stylowych kołysanek :)

Wojtuś i sztuka negocjacji

I.
Mil: Wojtuś, nie mamy teraz czasu na zbieranie kamyczków, chodź!
Wojtuś: Jejen?

II.
Wojtuś: Ciaścia, ciaścia!
Mil: Nie dostaniesz teraz ciastek, zaraz będziemy jeść makaron.
Wojtuś (który z zasady nie jada ciastek ułamanych): Pół?

III.
Żuru (opleciony sznurkiem dookoła, występuje w roli jeńca - chłopcy bawią się w Indian): Rozwiążesz mnie teraz?
Wojtuś: Nie, ogień!

sobota, 29 marca 2014

Monochromatycznie i kolorowo

Ostatnio się tu u mnie jakoś dzieciowo i gadająco zrobiło, więc dziś coś zupełnie innego :)

Lubię monochromatyczne zdjęcia. Zachwyca mnie zdjęcia białego przedmiotu na białym tle, mozaiki z kilku czerwonych rzeczy, zbliżenie na niebieski materiał, jednokolorowy krajobraz albo garść żółtych drobiazgów. Zbieram sobie takie zdjęcia na pintereście i mam. Czasem włączam i się zachwycam, bo "w kupie" wyglądają jeszcze piękniej. Jeśli kiedyś będę miała pracownię to jedną ścianę wytapetuję sobie takimi zdjęciami ułożonymi według kolorów poprzeplatanymi próbnikami farb. A dziś w ramach akcji Podziel się pięknem, którą właśnie wymyśliłam ( :D ) pokażę Wam kilka moich ulubionych, znalezionych na pintereście i tam przypiętych zdjęć. Po jednym z każdego koloru.

(Kolory są podlinkowane do moich pinterestowych tablic)

Biały:

Czarny:

Źródło
Czerwony:

Źródło
Pomarańczowy:


Żółty:

Sygnowane przez tą panią.
Zielony:

Źródło

Niebieski:

Źródło

Fioletowy:

Źródło

Różowy:


Brązowy:

Źródło
I jeszcze - w ramach bonusu, to co lubię najbardziej. Też najlepiej grupowo, ale dla was tylko jeden z wielu:

Źródło
Jakby ktoś chciał też się podzielić pięknem ze mną to zapraszam :) Komentarze stoją przed Wami otworem. Jak chcecie się przyłączyć do akcji na własnym blogu - będę zaszczycona :) Bo piękno jest... piękne!

czwartek, 27 marca 2014

Leśnie

Leżymy z Wojtkiem w łóżku i czytamy książeczki dla niemowląt. Lula nas olała i se poszła. Na tapecie "W lesie". Po obejrzeniu wszystkich obrazków, przyszła pora na zagadki z końca książeczki - czytam pytania, a odpowiedziami są obrazki na ostatniej stronie:

Mil: Jaki ptak lata w nocy?
Wojtuś: Huhu.
Mil: Jak nazywa się tata jelonka?
Wojtuś: Jejeń.
Mil: A jakie zwierze robi "auuuu!"?
Wojtuś: Lilk.
Mil: A kto lubi orzechy?
Wojtuś: Mama!