poniedziałek, 7 kwietnia 2014

O genach i o tym, czy zachodnie wynalazki są potrzebne i przydatne.

Moi dziadkowie od strony Tate jak ponad 60 lat wprowadzili się do mieszkania i poustawiali meble to nie przestawili ich już nigdy. Dziadek już nie żyje, ale babcia mieszka jak mieszkała.

Moi dziadkowie od strony Musi przeprowadzali się jakieś osiemset razy.

W związku moich rodziców na tej płaszczyźnie wygrała Musia - Ojciec się pogodził i przestawia jak każe.

Moja Siostra jak wprowadza się do nowego mieszkania to skręca regały i ustawia książki , i już może mieszkać.

Ja przez następny rok urządzam i przestawiam meble po milion razy, aż osiągnę doskonałość. Oczywiście doskonałość jest czasowa - zawsze mogą zmienić się potrzeby użytkowników danego pokoju lub mogę wpaść na genialny pomysł i przestawiam.

Mój Mąż nie rozumie.

No bo przecież u dzieci było już w sumie ładnie, a sypialnia jeszcze w proszku i dlaczego ja chce przestawiać meble u dzieci, a nie zająć się sypialnią? Ano dlatego, że:
a) jak przestawię meble u dzieci to będzie bliżej do uzyskania doskonałości w tamtym pokoju,
b) jak zabiorę się za sypialnię to i tak nie będę się mogła skupić, bo myślę o moim genialnym planie na pokój dziecięcy.

Może ma to również związek z jego genami - moi teściowie przestawiają meble od wielkiego dzwonu typu zmiana dyktatora na Kubie, jak stwierdził Żuru.

Tak czy owak - sypialnia dalej w proszku, za to u dzieci jest już prawie idealnie. A jakiż to był mój genialny plan? Postanowiłam stworzyć dzieciom coś co się pięknie po angielsku nazywa "Book Nook", a jest zwyczajnie kącikiem do czytania.

Najpierw zastanawiałam się czy jest sens. No ale w sumie dlaczego by nie? Wnęka w pokoju jest całkiem sympatyczna, a wykorzystana niekreatywnie, biedronka na środku pokoju tak jakoś "ni przypiął, ni wypiął", a książki po dwóch szafkach porozkładane też bez sensu, bo te na dalszej szafce mało czytane są, bo nam nie pod drodze.

W związku z niezrozumieniem przez męża zrobiliśmy sobie gender - on gotował obiad, a ja przestawiałam meble. Potem za to on powiesił liście. I już nie zastanawiam się czy book nook ma sens, bo odkąd jest skończony, Wojtek głównie czyta książki!



W planach mamy jeszcze naklejkową trawę przy podłodze, a na kolorowych półeczkach tam z tyłu zamieszkają szmaciane literki, które właśnie szyję :)

6 komentarzy:

  1. To Ty jeszcze szyć umiesz? Kłaniam się nisko normalnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Szyję" a "umiem szyć" to jest różnica... Niejeden by załamał ręce nam moimi tworami, ale fakt, obsłużyć maszynę, taką najprostszą, potrafię.

      Usuń
  2. Świetny kącik czytelniczy wyszedł :) Nie dziwię się że Wojtkowi chce się czytać .
    Ja też lubię przestawiać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przynajmniej nie jest nudno, nie?

      Usuń
  3. Czyli masz to po Mamie :-) Ale kacik do czytania super pomysl i super wyglada.I dodatkowo juz funkcjonuje :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja ciągle przestawiam - i jeśli tylko dam sama radę, robię to.

    OdpowiedzUsuń

Powiedz mi co o tym myślisz :)